Czym jest szczęście?

Napewno ja nie powiem Ci czym jest Twoje szczęście. Każdy szczęście definiuje na inny sposób. Inne priorytety, inne wartości, zasady – wszystko to sprawia, że cieszą nas totalnie różne sprawy. Do budowania własnego szczęścia należy zatem podejść bardzo indywidualnie. Nie warto, a wręcz nie wolno ślepo podążać za medialnym przekazem, co daje szczęście i dzięki czemu wreszcie osiągniemy permanentny stan radości.

Przecież nie ma czegoś takiego jak permanentne szczęście. Permanentnie co najwyżej możemy sobie zrobić tatuaż, a i ten można w rezultacie usunąć. Szczęście zatem nie jest nam dane raz na zawsze. Prawda jest taka, że wszystko się zmienia, ewoluuje, zmianie ulegają nasze poglądy, opinie, potrzeby.
Jestem zmianą i zrozumienie tego, to był najważniejszy klucz do osiągnięcia mojego szczęścia.

Mijają już prawie 2 lata od kiedy zrobiłam moją pierwszą vision board. (tak było: http://www.jestemwlesie.pl/make-room-for-all-yours-feelings/ ) Na dużą kartkę papieru nakleiłam wtedy moje marzenia, potrzeby i pragnienia. Starannie ułożyłam duży obraz z małych kawałków pojedynczych spraw, które miały zobrazować moje życie. Patrzyłam później na moją tablicę i obserwowałam czy rzeczywiście podążam własnymi pragnieniami. Wiele rzeczy bardzo mnie zaskoczyło, kiedy jakby w magiczny sposób materializowało się to, co było przyklejone. Momentami czułam się jakbym miała magiczny ołówek i wszystko co narysuję po chwili staje się prawdziwe. Czy to magia? Czary mary? Nic podobnego : ) To moje działania i ja w każdym ruchu, który przybliża mnie do moich pragnień. Po roku przeanalizowałam tablicę i prawie wszystko co nakleiłam w jakiś pośredni lub bardzo bezpośredni sposób się ziściło. Dodam tylko, że na mojej tablicy nie było rzeczy materialnych, wszystko co przykleiłam to uczucia, emocje, stany ducha jakich chcę doświadczać.

Na mojej tablicy przykleiłam m.in. to poniższe zdjęcie z napisem: “ścieżki to zaledwie sugestie”.

Kilka tygodni później stoczyłam wewnętrzną walkę ze sobą pokonując górę, która miała być pięknym spacerem, ścieżką z widokami zapierającymi dech w piersiach, a mnie dosłownie zatkało od tych widoków. Blokada, która narastała z każdym małym kroczkiem i tłumaczeniem sobie, że dam radę. Puściła w chwili moich łez i przywarcia do skały na dłuższą chwilę. Krzyk i płacz uwolnił ze mnie słabość, którą zaciskając zęby długo starałam się ukryć. Przyszła ulga, która odblokowała spięte mięśnie i przywróciła racjonalne myślenie. Bardzo chciałam wtedy, aby ktoś mi pomógł. Nikt jednak mimo chęci nie mógł tego zrobić. Musiałam znaleźć tę pomoc wyłącznie w sobie i wtedy krok po kroku z kapiącymi łzami i bardzo intensywną głośną pertraktacją z samą sobą powoli szłam przed siebie. Wybuch euforii, gdy dotarłam do bezpiecznej doliny był równie wszechogarniający jak wcześniej lęk na górze. Moja nagroda za stawienie czoła własnej słabości. “Ścieżka” z mojej tablicy okazała się metaforą mojej wewnętrznej drogi i odblokowała ważną część mnie. Odblokowała akceptacje słabości, ale także zbudowała solidny fundament osadzenia się wyłącznie na sobie. (o tej wycieczce pisałam tutaj: http://www.jestemwlesie.pl/na-wyciagniecie-reki/ )


Takie sytuacje płatała mi moja tablica : ) Nic nie było dosłowne, ale wszystko łączyło się w jedną całość. Moje ulubione i zarazem najzabawniejsze urzeczywistnienie się mojej wyklejanki to znak wiktorii, jaki nakleiłam, a który dwa miesiące później widniał na szkole do której się zapisałam ; )

Mural on the wall of Victoria School in California

W 2018 roku kiedy wróciłam do Polski nie zrobiłam kolejnej tablicy, pomimo, iż wszystkie moje towarzyszki pokazywały nowe cele, plany. Ja nie byłam gotowa. Cały czas w głowie kołowało mi tak wiele spraw. Rozliczanie się z wcześniejszych marzeń i planów, oraz tworzenie w głowie nowych wyzwań i radzenie sobie z gorszymi sytuacjami. Nowa sytuacja w której się znalazłam po powrocie. Zmieniło się wszystko. Moja nowa vision board okazała się dla mnie niewystarczająca, szukałam czegoś więcej, jakiegoś łącznika, nie tylko pragnień i planów, ale także obecnej sytuacji, która spowodowała niemałe zachwianie mojej równowagi. Utraty, która była mi niezbędna, aby znowu stanąć mocno na własnych nogach.

Dużymi słowami wykleiłam napis “Make room for all your feelings” czyli “Zrób miejsce wszystkim swoim uczuciom”. Z tym także musiałam się uporać, aby móc zrobić nową tablicę. I w tym też nikt nie mógł mi pomóc, chociaż bardzo chciałam i starałam się szukać wielu odpowiedzi u innych. Kiedy skupiłam się na sobie udało się posegregować to, co ważne. Posprzątać to, co wymagało posprzątania. Ocalić to, co warte ocalenia.

Dzisiaj żyję inaczej, doświadczyłam bardzo dużej zmiany w życiu. Zmiany we mnie. Spotkało mnie wiele przeciwności losu i wewnętrznego buntu na wiele sytuacji, ale wyciągnęłam lekcję z każdej trudnej sytuacji. Musiałam zaakceptować bycie w zmianie, niełatwy proces, który potrafi niszczyć, ale przy akceptacji zmian potrafi bardzo wzmacniać i rozwijać. Otworzyłam się na nowe i chociaż niektóre moje wybory okazały się ślepą uliczką, to dojście do ściany też pozwala coś zrozumieć.

Pojawiło się Kintsugi (moje początki tutaj: http://www.jestemwlesie.pl/k-i-n-t-s-u-g-i/  ) i tym razem zamiast papierowych fragmentów naklejanych na kartkę zlepiałam rozbite kawałki porcelany. Jeden po drugim, starannie i cierpliwie, by odzyskały pierwotny kształt. Nie były jednak takie jak przedtem. Zmieniły się, tak samo jak ja i akceptacja tej zmiany otwiera zupełnie nowy rozdział. Żadna rysa nie idzie w niepamięć, niczego nie da się ukryć, ale można to przyjąć, można oczyścić i sprawić, że to, co było rozbite jest znowu całe. Kruche, ale całe. Delikatne, ale piękne.

mój mały warsztat do kintsugi
i efekt mojej pracy

Kintsugi rozwinęło ogromną fascynację Japonią i dlatego też zdecydowałam się moją nową vision board zrobić wg japońskiej metody Ikigai. Przez kilka miesięcy zbierałam tak zwany materiał dowodowy : ) Wszystko co lubię, czego nie lubię, czego pragnę, a czego stanowczo nie chcę. Bez ściemy. Proces był długi, ale wyłoniłam w nim tak wiele, że sama siebie zaskoczyłam : )

Na czym polega metoda Ikigai?

Najprościej mówiąc to wygenerowanie szczęścia przez nas samych. Opartego na nas samych. Stworzenie go z nas. Z naszych własnych wyborów. Wyborów, które są w zgodzie z nami, które nas wzmacniają. Punkt składający się z wielu działań, różnych dziedzin, które zaspokojone wyłaniają nasze centrum radości, bezpieczeństwa i energii.

“Nie wys­tar­czy po­kochać, trze­ba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i przenieść ją przez życie.”


Konstanty I.Gałczyński

Przywołałam słowa Gałczyńskiego, bo tak właśnie rozumiem Ikigai i odkrycie wszystkiego tego, co daje nam poczucie bezpieczeństwa, spełnienia, rozwoju, szczęścia, ale też umiejętne dbanie o to cały czas. Nie wystarczy jedynie szczęście zbudować. Trzeba je umiejętnie pielęgnować każdego dnia. I w tym największa sztuka. Życie to przecież sztuka, sztuka wyboru.

Przedstawiam Wam schemat metody Ikigai i zachęcam do wejrzenia w siebie prawdziwie, uczciwie i bardzo dokładnie, by wyłonić to, co najważniejsze.

Powodzenia!

error: Content is protected !!