Koła Airbusa A380 dotykają ziemi i głos kapitana wita mnie w Los Angeles informując o pogodzie, życząc udanego dnia oraz prosząc, aby sprawdzić czy napewno niczego nie zostawiliśmy na pokładzie samolotu. Hmmm czy niczego nie zostawiłam? Zostawiłam prawie wszystko! – myślę na wpół przytomna po prawie 12-sto godzinnym locie. Zapakowałam swój dotychczasowy świat w cztery walizki, w dwie głowy pełne marzeń i w dwa serca pełne nadziei. To cały mój dobytek. Ja i On. My <3  Każde z osobna wie dokładnie co tu robi i jak się tu znalazło. Ale dopiero razem mogliśmy stworzyć szansę, aby to się wydarzyło. Droga do kupienia biletu w „jedną stronę” ;  ) była kręta i bolesna. I choć nieraz starałam się zamykać oczy ze strachu, to te najtrudniejsze odcinki widzę najbardziej wyraźnie.

Jet lag budzi mnie w środku nocy i nie pozwala zasnąć. Z kubkiem gorącej herbaty oglądam widok zza okna. Widok całkiem niezły, bo choć jest 3 w nocy to La La Land nigdy nie śpi. Miliony świateł jak jedna łuna unoszą się w oddali tworząc hipnotyzujący mnie obraz. Zasypiam na chwilkę, może dwie. Budzę się i szczypię się w rękę upewniając czy to nie był sen. Czuję to!  Na mojej twarzy pojawia się ogromny uśmiech, a poziom mojej energii sprawia, że nawet mój mąż nie jest w stanie zrozumieć co do niego mówię ; )  Z całą pewnością ja siebie samą rozumiem coraz lepiej. Wiem co napędza mnie do działania. Co sprawia, że żyć się chce i to na najwyższych obrotach.

To Lo Lo Love : )

img_3557